(kom)postownia

Posty rzucane na kupę

Archive for the month “December, 2013”

Byli już tam byli, a potem jeszcze przyszli przyszli

Parę dni temu zostałem zaproszony, za pomocą ogłoszenia na latarni, na domówkę do Wojciecha Jaruzelskiego. Może raczej należałoby to nazwać “poddomówką”, bo na ile się zorientowałem, chodziło o to samo, co zwykle, tzn. żeby stojąc na mrozie powspominać z generałem dawne czasy i przypomnieć mu nazwiska osób, które tych czasów nie przeżyły. I jak co roku podejrzewam, że Jaruzelskiego nie było w domu, ale przecież nie o niego chodziło, tylko o Polskę. Jaruzelskiego nie znam, on mnie też chyba nie, więc nie poszedłem. Polskę znam, więc tym bardziej nie poszedłem. Zresztą i tak już było po terminie.
Urzekła mnie natomiast nazwa organizatora tego eventu: Ruch Byłych i Przyszłych Więźniów Politycznych “Niezłomni”. Nie wiem, może już cała Polska zna ten ruch, może już o nich było w jakimś Szkle Kontaktowym albo w kolorowym tygodniku opinii i tylko ja jeden teraz dopiero się zachwyciłem. Jeśli tak, to możecie dalej nie czytać – całą pozostałą część posta będę przeżywał tę nazwę.
No bo to jest cudowne – Ruch Byłych i Przyszłych Więźniów Politycznych. Z byłych się nabijać nie będę, ale ci “przyszli”? Bogowie, jakie to jest smaczne! Ja nic nie poradzę, ja może myślę stereotypami, ale od razu widzę takiego gościa. Mniej więcej w moim wieku, w dzieciństwie zafascynował się historią dzięki programom Wołoszańskiego i tak mu już zostało. Nabyta wiedza pozwala mu dostrzec, że w Polsce nic się nie zmienia, to znaczy rządzą komuniści, a jednostki walczące o wolność i sprawiedliwość są szykanowane. I on właśnie jest taką jednostką, głosi poglądy, pisze felietony (na blogu), chodzi na marsze i w zasadzie mógłby być bohaterem, gdyby tylko go, cholera jasna, zamknęli. I mimo że ciągle jakoś nie zamykają, to on jest głęboko przekonany, że wcześniej czy później trafi za kratki, więc w zasadzie już dziś może z byłymi więźniami politycznymi rozmawiać jak równy z równym.
A właściwie dlaczego nie rozszerzyć takiego myślenia na inne dziedziny życia? Kto zabroni palaczowi czuć się Przyszłym Zwycięzcą w Walce z Rakiem Płuc? Dlaczego kobieta w wieku reprodukcyjnym, która zaczęła właśnie rozsyłać CV po firmach, nie miałaby dołączyć do Klubu Przyszłych Pracujących Matek? Albo (o, i czuję, że to może chwycić!) od dziś zapisując się do lekarza przedstawiajmy się jako członkowie Stowarzyszenia Przyszłych Ofiar Błędów Lekarskich.

Moja mała słabość

No dobra, muszę przyznać się do pewnej małej słabości.

Otóż jest tak: lubię sobie zjeść WieśMaca. Nie, nie, to nie jedzenie WieśMaców jest tą słabością, to wstęp dopiero. Zresztą – hambux, jak hambux, nie ma co się wstydzić, że się jada. Właściwie, to im bardziej się wszyscy dookoła wkręcają w te bioekofertrejd parówki sojowe z bułką orkiszową na zakwasie, tym bardziej mi ten dziadowski WieśMac smakuje. I jeszcze ta cudownie bezpretensjonalna nazwa! Jeśli ktoś chciałby mi sprawić prezent na Święta, to koszulka z napisem “Mam Kartę Warszawiaka, wpierdalam WieśMaca” bardzo by pasowała. Albo raczej “zajadam WieśMaca”, bo z tym “wpierdalam” nie mógłbym chodzić do pracy. A przecież nigdzie indziej właściwie nie chodzę.

No dobra, ale o mojej małej słabości, wstydliwej przyjemności miało być. Otóż kupuję ja tego WieśMaca niekiedy pod kinem Femina i zjadam idąc na Plac Bankowy. I wstydliwa przyjemność następuje właśnie po drodze. Przystaję bowiem zawsze przed witryną księgarni Naszego Dziennika, pogryzam hambuxa, spozieram na wystawione tytuły i dziwię się światu.

I żeby była jasność: ja tam nie chodzę, żeby się nabijać z poglądów odmiennych albo żeby się przerażać tym, że ktoś może myśleć tak, że mi by przez myśl nie przeszło, żeby tak pomyśleć. Szczerze mówiąc, te wszystkie książki zaangażowane światopoglądowo, które tam zawsze stoją (a dzisiaj, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, stoją jeszcze bardziej) niemal przestały robić na mnie wrażenie. Teraz rozglądam się po tej witrynie za pozycjami, w których poszczególne wątki splatają się w sposób, dla mnie przynajmniej, zaskakujący.

Dzisiaj na przykład: “Matka Boża a stan wojenny. Nieznana historia objawień na Siekierkach”. Dość niesamowita pozycja skupiająca się na tym, co by było, gdyby w stanie wojennym Maryja ukazała się wielotysięcznemu tłumowi. Jak pisze wydawca “nie byłoby wątpliwości, na jakich zasadach ustrojowych musi być oparte Państwo Polskie, którego Królowa właśnie okazała się puklerzem przeciw wrogom narodu, nie byłoby żadnych trapiących pseudoelity wątpliwości, co to są wartości chrześcijańskie i czy Bóg ma prawo być na pierwszym miejscu (nie tylko w konstytucji), nie byłoby dziesięcioleci sporu, czy Jezus Chrystus ma być Królem Polski”.

No, kurczę, racja. Nie byłoby. Wyobraźcie to sobie. Wyobraźcie sobie, że wydarza się to jutro. Wyobraźcie sobie minę Palikota.

Druga książka: “Adam i Ewa. Małżeńskie sekrety z rajskiego ogrodu”. Według wydawcy to “oryginalny, uderzający świeżością myśli i wskazówek poradnik małżeński inspirowany biblijną opowieścią z trzech pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju”. A na okładce dwoje ludzi i jabłko. WTF? Ja może nie jestem ekspertem od Starego Testamentu, ale czy to nie jest ta historia, w której laska za namową węża sprowadza kolesia na złą drogę i oboje są eksmitowani z Raju na Ziemię, gdzie tworzą patologiczną rodzinę, w której jeden syn zabija drugiego? No, sorry, ja bym prosił poradnik małżeński inspirowany czym innym.

No i na koniec coś, co właściwie nie wiem, jak skomentować. “ODMIEŃ SWOJE DZIECKO DO PIĄTKU. Jak zmienić nastawienie, zachowanie i charakter twojego dziecka w 5 dni”. Naprawdę nie wiem, czy mogę tu cokolwiek dodać. Do piątku. Bo w sobotę idziemy do babci i dziecko powinno być już odmienione. Odmień charakter swojego dziecka. Charakter. Odmień. W pięć dni. Ten tytuł tak wiele mówi, że ja już chyba przestanę i zostawię Was z nim sam na sam, gdybyście chcieli go pokontemplować jeszcze przez chwilę.

Post Navigation

%d bloggers like this: