Voyager

Czytałem sobie ostatnio w Wikipedii o sondzie Voyager.

No dobra, jak się tak zaczyna posta, to już trudno znaleźć cokolwiek na swoją obronę. Zatem przyznaję się – jestem nerdem, nocami nie śpię, bo trzymam kredens i czytam Wikipedię. Deal with it.

No, i te Voyagery (bo ich dwie sztuki są) lecą sobie aktualnie w siną dal kosmiczną, żeby w niej prawdopodobnie w końcu zgubić się na amen. Choć nie można wykluczyć i takiej możliwości, że trafią jednak na jakąś obcą cywilizację. I na tę okoliczność do obu sond dołączona jest informacja specjalnie dla ufoków. Jest tam instrukcja jak do nas trafić, jest trochę zdjęć pokazujących, jak ta nasza Ziemia wygląda, jak wyglądamy my i co tutaj porabiamy. Są też ponagrywane różne ziemskie dźwięki, a nawet nieco muzyczki. Czyli taki trochę list w butelce, a trochę folder turystyczny.

Innymi słowy, ktoś tu, kurwa, nie odrobił lekcji z historii.

No bo wyobraźmy sobie, że gdzieś tam pod koniec XV wieku jakiś Maj albo inny Aztek mówi do drugiego: “Ej, słuchaj, szwagier, zrobimy tak. Jebniemy sobie pergaminowe selfie na tle tego całego złota w skarbcu i jeszcze taką słitfocię, jak go pilnujemy z naszymi high tech łukami i włóczniami. Potem narysujemy dokładną mapę, jak do nas trafić, wsadzimy to wszystko do butelki i wrzucimy do oceanu. No bo tak sobie pomyślałem, może tam po drugiej stronie żyje jakaś zaawansowana cywilizacja? Może oni już potrafią budować statki, które przepływają Wielką Wodę? Może mają, nie wiem, jakieś kije miotające ogień? I religię zupełnie inną niż nasza? I choroby dotychczas u nas nieznane? I kurczę, może chcieliby nas odwiedzić? Fajnie byłoby, nie?”.

I to właśnie jest pierwszy powód, dla którego mam nadzieję, że nikt nigdy tych naszych Voyagerów nie znajdzie. Drugi powód jest natomiast taki, że nie chcę, żebyśmy my, Polacy, narobili sobie trzody na cały Wszechświat.

No bo na tej niesionej przez obie sondy pocztówce z Ziemi są też nagrane pozdrowienia w 55 językach. Tak na wszelki wypadek, bo co prawda wiadomo, że Darth Vader i inni tacy tam to mówią zasadniczo po angielsku, ale może nie we wszystkich galaktykach tak jest. Większość pozdrowień jest dość sztampowa, ot, Francuzka woła “Bonjour tout le monde”, a Niemka dodaje swoje “Herzliche Grüße an alle”. Inni lektorzy idą bardziej w klimaty Miss World i mówią o tym, jak to miłujemy pokój i jak bardzo go życzymy kochanym kosmitom. Chinka nawet dopytuje się w dialekcie amoy, czy ufoki już coś dzisiaj jadły. Jeśli się nie mylę, to jest akurat taka tradycyjna formułka grzecznościowa, ale ja bym się z nią raczej nie wychylał, dopóki nie ustalimy, czy te ufoki czasem nie jadają nas.

Na tym tle trochę wyróżnia się Szwed, który uznał, że będzie mówił tylko za siebie i wysłał w kosmos “pozdrowienia od programisty z małego miasteczka uniwersyteckiego Ithaca na planecie Ziemi”.

Turek natomiast, jako jedyny chyba, wyczuł absurd całej sytuacji, znalazł przestrzeń na żart i przesłał pozdrowienia “drogim przyjaciołom mówiącym po turecku”.

Ale, jako się rzekło, wszystkich przebiła Polka. W imieniu naszego narodu bowiem, dwie sondy niosą w kosmos hasło “Witajcie, istoty z zaświatów”.

No i teraz za milion lat jakiś ufok weźmie takiego Voyagera do ręki (względnie macki, nibynóżki, czy co mu tam innego będzie wystawać) i pomyśli sobie z politowaniem o kraju nad Wisłą. Kraju, w którym nawet w erze podboju kosmosu ludziom nie mieściło się w głowach, że gdzieś za Neptunem i Plutonem może rozciągać się jakiś tam kosmos. No bo przecież ta sonda wcześniej czy później musi przelecieć nad jakimś Styksem albo głową Świętego Piotra i trafić w zaświaty. Wiadoma sprawa.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s