Heidi und Ben

Już nie pamiętam, jak do tego doszło i jakie kręte ścieżki skojarzeń mnie tam zaprowadziły. Zresztą późną porą w zmęczonym mózgu dziwne myśli pojawiają się zwyczajnie znikąd. W każdym razie, jakieś trzy tygodnie temu, koło północy pomyślałem sobie “Ciekawe, o czym właściwie jest piosenka >Ajli, ajlo<?”. Gimby nie znajo, więc gimbom wyjaśniam, że był to utwór szczególnie ukochany przez żołnierzy Wermachtu i regularnie śpiewany podczas udeptywania podkutymi butami dróg Generalnej Guberni w latach 1939-45. Przynajmniej według filmu “Zakazane piosenki”.

No i OK, 15 lat temu tak bym sobie pomyślał, wzruszył ramionami i przełączył się z Polsatu na TV4. Bo 15 lat temu, o czym gimby nie pamiętajo, więc gimbom przypomnę, nie było internetu w każdym domu i na każdym rogu ulicy. A trzy tygodnie temu już był, więc wklepałem w YouTube’a “ajli ajlo”. YouTube bardzo wyrozumiały jest i wie, że Polacy z językami obcymi to tak nie do końca, więc już w trakcie wpisywania podpowiadał mi, że może chodzi o “ajlawiu”. A kiedy skończyłem, zasugerował, że właściwie to pewnie szukałem “Heidi, Heido”. OK, sprawdźmy. Zapuszczam klipa i rzeczywiście – melodia się zgadza. Mądry YouTube, już go, widać, niejeden rodak wytresował. Czyli w refrenie tam nie żadne “ajli”, tylko “Heidi”. Imię takie. Żeńskie. Noszone na przykład przez panią Klum i rozkosznego zezowatego oposa z zoo w Lipsku, który w 2011 r. typował zdobywców Oskarów.

A cała piosenka jest w zasadzie wyłącznie o tym, że podmiot liryczny zamierza iść do gospody i wydać ostatnie pieniądze na wino. Przyznam, że bardzo mi się to spodobało. Bo ja zawsze lubiłem sobie pomyśleć, że prości żołnierze wszystkich armii świata, kiedy sobie maszerują i maszerują, to tak naprawdę mało są zainteresowani szerzeniem tej całej demokracji, rewolucji czy wiary. Bo w głębi duszy marzą tylko o tym, żeby iść do knajpy, schlać się i obłapić jakąś Heidi. A w smutnych pustynnych krajach, gdzie alkohol jest zakazany, a kobiety siedzą po domach, prości żołnierze marzą pewnie o tym, żeby polec w walce z niewiernymi i trafić do raju, gdzie już można pić i obłapiać hurysy.

No dobra, fajnie, posłuchałem, wyłączyłem kompa, poszedłem spać. Ale następnego wieczora odpalam YouTube’a i jakby mnie kto w mordę dał. Reklama eBay’a w języku najeźdźcy: “Das ist Ben. Ben braucht echt mal eine neue Wohnung. Kein Problem Ben!”. Nosz, cholera by was wzięła! Raz człowiek sobie posłucha pijackiej przyśpiewki po niemiecku i już go klasyfikują jako folksdojcza?!

Następnego dnia to samo: “Das ist Ben”.

I następnego.

Po tygodniu skończyła mi się cierpliwość. Ja niby nic do Niemców nie mam. Właściwie to nawet czasami, jak kolejny raz wdeptuję w psie gówno na środku chodnika, to sobie myślę, że mógłby ktoś nas wreszcie chociaż troszeczkę podbić i zaprowadzić jaki-taki ordnung. No ale to już przegięcie. Polski mam paszport na sercu, polskie IP w sieci i nie będzie mi tu głupi YouTube amerykańskiego serwisu niemieckim tekstem reklamował!

Przedsięwziąłem tedy odpowiednie kroki.

Najpierw kazałem YouTube’owi odnaleźć i puścić utwór Andrzeja Boguckiego “Nie damy Wilna, nie damy Lwowa” wydany przez Syrena Record w serii, uwaga, “Białe kruki czarnego krążka”. Jeżeli słowa “Nie damy morza ani Pomorza, gdy nam je ręka wróciła Boża” nie przekonają YouTube’a, że to z Polakiem ma do czynienia, to nie wiem co przekona. Na wszelki wypadek dorzuciłem jednak piosenkę “Wilno odbijemy”. Tutaj refren brzmiał z kolei “Moskwę zdobędziemy, Kijów odbijemy, odpoczniemy na Kamczatce przy chińskiej herbatce”. Grubo. Niemiec, co chciał tylko pić wino z Heidi w lokalnej gospodzie wypada blado, przyznacie. A dalej to już jechałem na filmach, które były linkowane do poprzednich, mianowicie “Cejrowski o Komorowskim i Tusku” oraz “Czy to człowiek wychodzi z wraku Tupolewa?”. A masz, YouTube’ie, a masz.

OK, idzie następna reklama: “NESCAFE – zły sen o braku kawy”. Bez sensu, ale po polsku. Jest, znaczy się, postęp. W kolejnej reklamie próbowano mnie już tylko namówić, żebym zrobił zdjęcie paczce makaronu i wygrał Multicooker, aż wreszcie – bingo! “Biało-czerwone Tik-taki – kibicuj paczką i wygrywaj nagrody”. Tak jest! Tik-taki w barwach narodowych! Mission accomplished.

Od tego czasu “Das ist Ben” się nie pojawił.

A teraz, kiedy już to wszystko napisałem, naszły mnie wątpliwości. No bo może rzeczony Ben przez ten tydzień ogólnie wszystkim na YouTube’ie wyskakiwał? I nie miało to żadnego związku z rzeczami, które ja oglądałem? Czyli ten wpis byłby wtedy całkiem bez sensu. Trudno. Już za późno, żeby się wycofać. Zbyt długo czekałem na pretekst, żeby wkleić zdjęcie zezowatego oposa Heidi i teraz nic mnie już nie powstrzyma.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s