Grudzień z Nietuzinkową Książką 2014

Tydzień temu minął rok, odkąd napisałem pierwszego kompostownianego posta. Bloga jeszcze wtedy (i przez kilka kolejnych miesięcy) nie było, a wpis pojawił się po prostu u mnie na fejsie. Ale jeśli coś uznawać za początek Kompostowni, to chyba właśnie to.

Obchody tego radosnego jubileuszu zorganizowałem sobie, zgodnie z panującą obecnie w kraju modą, w duchu rekonstrukcji historycznej. W moim wypadku oznaczało to oczywiście wycieczkę pod witrynę księgarni “Naszego Dziennika”. A com przeżył i co widział, wpis ten wszystko Wam opowie. Innymi słowy: tak, zaczynam się powtarzać. Albo może umówmy się, że to będzie taki cykl: Grudzień z Nietuzinkową Książką.

Stoję zatem pod witryną, do środka nie wchodzę, bo z jedzeniem nie wypada. Patrzę. A w witrynie już na dzień dobry miłe zaskoczenie: cała półka z tak zwanymi “pisarzami polskojęzycznymi”. Wiele tego, co prawda, nie było: dwa Tuwimy i jeden Brzechwa (albo na odwrót), ale, mimo wszystko, osobna półka. I wcale nie “osobna półka dla Żydów” w sensie pejoratywnym, tylko osobna półka na honorowym miejscu. Przyznam, że nie podejrzewałem “Naszego Dziennika” o taki filosemityzm. Nie wiem, może to był jakiś gest symboliczny, a może po prostu z klasyków poezji dziecięcej pozostali już tylko ci dwaj, od kiedy Konopnicka okazała się przebrzydłą lesbijką (lub, jak ujęła to niezawodna polska Wikipedia, “według badaczy nurtu gender i queer przez dwadzieścia lat artystki [Konopnicka i Dulębianka] były partnerkami życiowymi”). No ale żarty żartami, a ja naprawdę się cieszę, że dzieci naszdziennikowych rodziców będą mogły w tym roku znaleźć pod choinką wesołą kokoszkę, zwariowaną troszkę, mały pstryczek-elektryczek oraz ciężką, ogromną i potem spływającą lokomotywę. Bo im się to po prostu należy.

Dalsze oględziny witryny wykazały, że rzeczone dzieci mogą dostać też zestaw planszówek Boska gra + Misyjna gra:
gra_misyjnaoraz książeczkę Zabawy biblijne w wyraźnie zdefiniowanej wersji dla dziewcząt lub dla chłopców:
zabawy_biblijne
No i w sumie OK, trzeba grafikom pogratulować niewinności i czystości myśli, skoro najwyraźniej ani te golaski oddające się zabawom biblijnym po krzakach źle im się nie skojarzyły, ani ten poczciwy dziadunio misjonarz, tulący do piersi dwóch rozkosznych urwipołciów, nie przywołał na myśl Dominikany. Ja już inaczej patrzeć na to nie mogę, w czym niemała zasługa umiarkowanie wyrafinowanych antyklerykałów internetowych i jeszcze większa –  samego Kościoła. I to smutne jest właściwie, bo czuję się z tym trochę jak ów nieszczęśnik, któremu torebka Teletubisia też się kojarzyła.

Ale porzućmy smutki, porzućmy troski. Lada chwila co poniektórym rodzi się Zbawiciel i trzeba nakupić z tej okazji prezentów. Co dorosłym nabyć można w tej księgarni, zapytacie. Plan Daniela, odpowiem.

plan_Daniela
“Dieta prosto z Biblii”. No, strzał z grubej rury, przyznacie. To może ja wyjaśnię o co chodzi. W Księdze Daniela opisane jest, jak słynny babiloński niecnota imieniem Nabuchodonozor po udanym podboju wziął sobie jeńców spośród szlachetnie urodzonych młodzieńców żydowskich (w tym Daniela), żeby zrobić z nich ekskluzywną służbę pałacową i szpanować przed innymi biblijnymi villainami. Ledwie ich przywieziono do pałacu i przydzielono nadzorcę, a już doszło do napięć na tle kulturowym, bo żydowskie chłopaki nie chciały jeść niekoszernej kuchni królewskiej. Jak to usłyszał nadzorca, zafrasował się okrutnie, że mu jeńcy z głodu zmizernieją i król będzie niekontent, że taką niewyjściową służbę pałacową ma. A dalej, według Biblii Tysiąclecia, było tak:

Daniel zaś powiedział do strażnika, którego ustanowił nadzorca służby dworskiej nad Danielem, Chananiaszem, Miszaelem i Azariaszem: ”Poddaj sługi twoje dziesięciodniowej próbie: niech nam dają jarzyny do jedzenia i wodę do picia. Wtedy zobaczysz, jak my wyglądamy, a jak wyglądają młodzieńcy jedzący potrawy królewskie i postąpisz ze swoimi sługami według tego, co widziałeś”.
Przystał na to żądanie i poddał ich dziesięciodniowej próbie.
A po upływie dziesięciu dni wygląd ich był lepszy i zdrowszy niż innych młodzieńców, którzy spożywali potrawy królewskie.
(Dn 1,11-15)

I ten oto fragment, proszę państwa, leży u podstaw “diety biblijnej”. Jej zwolennicy najwyraźniej zakładają, że pozostałe dane przez Boga instrukcje, mówiące o tym, co wolno jeść, a czego nie i wymagające np. sprawdzania, czy potencjalny brunch jest przeżuwaczem oraz czy jego racica jest rozszczepiona, to tylko taki Boży żarcik. Właściwy przekaz dietetyczny brzmi “jarzyny i woda”, a ukryty jest w niepozornej historii o paru żydowskich młodzianach w trudnej sytuacji żywieniowej. Logika bardzo.

Logiczne jest też, że jeden z autorów, doktor Daniel Amen (podobno to jego prawdziwe personalia, więc chyba od urodzenia był naznaczony do napisania takiej książki), mimo opracowania diety, która dostarcza wszystkiego, ma wielki internetowy sklep z suplementami, dzięki którym dostarczycie sobie jeszcze więcej. I twierdzi, że niektóre z jego specyfików pomagają na Alzheimera.

Ale to przecież nie jedyny opisany w Biblii plan żywieniowy. Myślę, że przy odrobinie wysiłku dałoby się wypromować “dietę Jana Chrzciciela”. Szarańcza i miód leśny – to nie może nie chwycić. Białko z owadów jest przyszłością głodującej ludzkości, a o dobroczynnym działaniu miodu wie każde dziecko. W przychodni, w której ostatnio robiłem badania okresowe, stał nawet pan sprzedający różne miody ze szczegółowymi opisami, który gatunek leczy płuca, a który wątrobę. I może najtańszy ten miód nie był, ale słoik dostawało się znacznie szybciej niż numerek do lekarza.

Następnym razem może spotkam tam bioenergoterapeutę.

No dobrze, ale żeby zakończyć te biblijno-kulinarne rozważania jakimś pozytywnym akcentem i pokazać jednak coś, co rzeczywiście nadaje się na fajny prezent, prezentuję tę oto torbę, do której, według opisu producenta, “wejdzie 5 bochenków i kilka rybek, które warto mieć pod ręką w gotowości na cud”.

5-chlebow-2-ryby
A od siebie dodam, że fajnie i miłosiernie byłoby, gdyby te ryby to nie były żywe karpie.

I to chyba jedyne zalecenie żywieniowe, które czuję się upoważniony dawać Wam przed Świętami. No może poza jeszcze jednym cytatem z Biblii, który całkiem dobrze podsumowuje moje przekonania dietetyczne. W Księdze Powtórzonego Prawa napisane jest bowiem:

Nie będziecie jedli nic obrzydliwego.
(Pwt 14,3)

I tego się trzymajmy.

Advertisements

3 thoughts on “Grudzień z Nietuzinkową Książką 2014

  1. Trochę tak głupio zostawiać komcia pod notką sprzed dwóch lat, ale wzmianka o diecie Daniela przypomniała mi, jak to kiedyś byłam na wykładzie o kuchni żydowskiej, z którego dowiedziałam się między innymi, że jeśli w polskich warunkach ktoś chce jeść koszernie, to najprostszym wyjściem będzie… przejście na wegetarianizm. Zdobycie koszernego mięsa jest trudne, a ono samo drogie – i nie chodzi tu tylko o racice przeżuwaczy, ale również o rytualny ubój (nie wiem, jak to jest obecnie z przepisami dotyczącymi uboju, ale nawet wówczas, kiedy był dozwolony, mięso i tak szło na eksport).
    Przy okazji dowiedziałam się, dlaczego żyrafa nie jest koszerna, choć pod względem kopyt ma wszystko w porządku 😉 Otóż, aby zwierzę zostało ubite prawidłowo, należy przeciąć mu szyję w jakimś ściśle określonym miejscu, a u żyrafy nie sposób tego miejsca ustalić…
    Tak więc Daniel i jego kumple wybrali po prostu najprostszy sposób wyjścia z sytuacji.
    (mam nadzieję, że nie masz mi za złe tego wymądrzania) 🙂

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s