Dzień Dziecka – reportaż uczestniczący

Kancelaria Pani Prezes Rady Ministrów, jak co roku, zorganizowała dziś Dzień Dziecka u siebie na posesji. Oczywiście poszliśmy, bo mamy zarówno dzieci, jak i blisko, a ponadto to z naszych podatków przecież.

Impreza z przytupem, przyznać trzeba: rycerze, sokolnicy, wata cukrowa, wóz strażacki, dmuchane zamki, żywe sowy, malowanie twarzy, pani przebrana za króliczka (w sensie: takiego z bajki, plusz pod samą szyję), baloniki, basen z piłkami, pokazy z ciekłym azotem, chodzenie na szczudłach, no, czujecie klimat. A pośród tego wszystkiego poszczególne resorty rozstawiły swoje stoiska i wykazywały się ofertą skierowaną do młodego obywatela.

I na przykład w namiocie MSZ można było zalec na poduszkach i słuchać pana, który opowiadał bajki z różnych stron świata. My załapaliśmy się na afrykańską historię o niewidomym i myśliwym (córka zapamiętała ich jako niewidzialnego i gajowego). Ministerstwo Zdrowia przebierało dziatwę w fartuchy, czepki i maseczki chirurgiczne, po czym pozwalało przeprowadzić jakąś srogą operację na pluszowym misiu (przeszczep trocin, zdaje się). Lasy Państwowe jak zwykle dały do pieca: można było u nich znakować i piłować drewno albo spacerować boso z związanymi oczami po różnych nawierzchniach pochodzenia leśnego i rozpoznawać dotykiem, po czym się stąpa (suchy mech, żyzna ziemia, sosnowe szyszki, brzozowe beleczki, futro z dzika). Ministerstwo Sprawiedliwości jakieś mikroskopy bardzo kryminalistyczne wystawiło, zdaje się, a co pokazywał dzieciom Areszt Śledczy Białołęka to nie wiem, bo bałem się podejść. Poczta Polska lansowała swoje znaczki z Elsą i Anną, między innymi za pomocą karaoke z piosenkami z Krainy lodu. Moje wielkie marzenie, żeby zaśpiewać do mikrofonu o tym, że mam tę moc, pozostało, niestety, nadal niezrealizowane, ale przynajmniej córce się udało. Wygłaskałem za to i wytarmosiłem za uszy psa Luzaka, który jest przesympatycznym kudłaczem i nigdy nie zgadłbym, co robi zawodowo. Myślałem, że wywąchuje narkotyki albo bomby w bagażu podręcznym, ale nie. Kojarzycie te wszystkie obławy na zbiegłych więźniów z amerykańskich filmów? Noc, deszcz, las, Harrison Ford zapierdala w kajdankach na oślep po lesie, a za nim wściekłe ujadanie psów gończych? No właśnie.

Czyli, jeśli udało mi się to wszystko odpowiednio odmalować, to widzicie, że każde ministerstwo, służba czy tam inna spółka Skarbu Państwa, nawet jeśli na co dzień ze swoją działalnością nie do końca ma po drodze z dziećmi, starała się coś fajnego w tym jednym dniu wykombinować. Ale przecież jest pośród naszych ministerstw jedno, które na dzieciach zna się najlepiej, bo wszystkie je edukuje (narodowo). I można by oczekiwać, że ich namiot będzie już tak bardzo frontem do małego człowieka, że bardziej się nie da. Niestety, front ograniczał się do rozdawania broszurek (tych samych, co dostaję na konferencjach), naklejek “Wzorowy uczeń” oraz krówek. I tyle. A, nie przepraszam, jeszcze można było sobie zdjęcie zrobić, wystawiając głowę przez dziurę w sklejce. No wiecie, taki przedpotopowo-przedfotoszopowy trick, żeby twoja twarz pojawiła się obok straszliwego lwa albo na szyi dzielnego rycerza czy pięknej księżniczki, względnie w okienku rakiety kosmicznej. A w przypadku stoiska MEN, co było poniekąd do przewidzenia, pojawiała się obok słynnego rządowego Elementarza. Pamiątka nad pamiątki.

Ale nie zrozumcie mnie źle, ogólnie było bardzo fajnie i jak do domu wracać nadszedł czas, to byliśmy zmęczeni, ale zadowoleni. A ludzie się przed nami rozstępowali z szacunkiem, bo nieśliśmy wielki niebieski balon z napisem POLICJA, z którym trochę mi teraz dziwnie w domu.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s