(kom)postownia

Posty rzucane na kupę

Archive for the month “June, 2015”

Nadal warto być poganinem

W związku ze zbliżającą się Nocą Kupały, trochę działalności apostolskiej. Na początku planowałem po prostu przypomnieć moją zeszłoroczną listę powodów, dla których warto być poganinem, ale okazało się, że sporo jeszcze dało się w niej poprawić i uzupełnić.

A zatem:

– Puk, puk, dzień dobry, czy znajdzie pani chwilę, aby porozmawiać o pra…? Nie? No dobrze, to ja zostawię tylko tę broszurkę:

15 POWODÓW, DLA KTÓRYCH WARTO BYĆ POGANINEM

1. Nie musisz ciągle wysłuchiwać od ateistów, że wierzysz w coś, co nie istnieje. Czcisz Słońce. Jak ktoś ma wątpliwości, czy Ono istnieje, to pokazujesz palcem. Richard Dawkins może ci naskoczyć.

2. Bardzo szybko uczysz się dystansu do tego, co ludzie mówią o twojej wierze. No bo jak powiesz, że świętujesz pełnię Księżyca, to wiadomo, że będą się śmiali. I oczywiście przechodzisz nad tym do porządku dziennego, zamiast pielęgnować urazę swoich uczuć religijnych.

3. Zagadnienia teologiczne stają się znacznie bliższe życiu, kiedy w twojej religii Matka jest symbolem płodności, a nie dziewictwa.

4. Nie masz jednej księgi z odpowiedziami na fundamentalne pytania, więc szukasz w wielu różnych. Koniec końców, pewnie i tak nie znajdziesz, ale jaki będziesz oczytany!

5. Politycy i publicyści nie wycierają sobie gęby imionami twoich bogów. A nawet gdyby chcieli, to nie umieliby ich wymówić.

6. Nikt za bardzo nie wie, po czyjej jesteś stronie w sporach antyklerykałów z Kościołem, oświeceniowych racjonalistów z religijnymi fundamentalistami, moherów z lewakami itp., więc każdy może z tobą porozmawiać jak człowiek z człowiekiem. A że i tak zdarza się to rzadko, to już inna rzecz.

7. Wolno ci jeść wszystko, pod warunkiem, że nie będziesz się czuł pokrzywdzony, jeśli w końcu coś zeżre ciebie.

8. Twoi bogowie nie wypierają się tego, że stworzyli gejów. Pewnie nawet gdzieś tam w Panteonie jest jakiś osobny bóg specjalnie dla nich, bo dlaczego by nie? I na pewno wygląda bo-sko!

9. Kiedy nadchodzi maj, nie musisz kupować siostrzeńcowi PS4 ani tableta, bo nikt cię nie zaprasza na Pierwszą Komunię. Jeśli już, to najwyżej na postrzyżyny. A wtedy wiadomo – idealnym prezentem jest topór. Przynajmniej dzieciak się pobawi na powietrzu.

10. W szkołach i urzędach krzyże na ścianach pojawiają się i znikają, ale pogańskie paprotki na parapetach, symbolizujące odwieczną siłę Natury, trwają niezmiennie.

11. Składanie ofiar rzeczowych ma więcej sensu, kiedy czcisz święte zwierzęta. Zmarzniętej wiewiórce sprawisz więcej radości orzeszkiem niż obrazowi Matki Boskiej kolejnym złotym wisiorkiem.

12. Rozumiesz, że nie jesteś duszą uwięzioną w ciele, tylko tym właśnie, cudownie skonstruowanym, ciałem. Fajnie jest nie czuć się uwięzionym, prawda?

13. Nie wierzysz w te bzdury, jakoby dobra karma wracała. Na podstawie wieloletnich obserwacji swojego zwierzęcia totemicznego (na przykład kota) wiesz, że dobra karma to taka, która po spożyciu nie wraca i nadaje sierści jedwabisty połysk.

14. Niebo masz zawsze nad głową, a nie w abstrakcyjnej i niepewnej przyszłości.

15. W twojej politeistycznej wizji świata jest miejsce dla każdego boga, którego przyniesie ze sobą napotkany człowiek.

Miejski drwal

20150612_211344

Flanela zobowiązuje. Wiozę właśnie przez środek miasta z pobliskiego parku kawałek uschniętej topoli ściętej przez odpowiednie służby w ramach zabiegów pielęgnacyjnych drzewostanu. Bo jestem pewien, że woli zostać pieńkiem do rąbania drewna na naszej działce niż brykietem opałowym, czy co tam innego miasto robi z odpadami drzewnymi.

Więc jadę tak sobie przez to moje miasto stołeczne, zapada zmrok, korki znikły, latarnie świecą. Przy skrzyżowaniu ulicy trzypasmowej z dwupasmową mijam krzyż o tradycji przydrożnej, a pod nim trzy modlące się niewiasty. Pewnie wśród tych wszystkich samochodów w ogóle się nie słyszą, ale i tak uważam, że cała nasza czwórka spędza ten parny czerwcowy wieczór z piorunami w sposób niezwykle godny.

Wiadrolista czyli bucket list

Określenie bucket list pochodzi od zwrotu to kick the bucket, co dosłownie oznacza kopnąć wiadro, a przenośnie – w kalendarz. Bucket list jest bowiem listą rzeczy, które dana osoba chciałaby zrobić przed śmiercią.

W sumie trudno powiedzieć, żeby ją to wyróżniało na tle innych spisów spraw do załatwienia. W końcu listę zakupów czy plan roczny w pracy też zasadniczo planujemy zrealizować za życia. Właściwie to jak popatrzymy na to wszystko, co każdy z nas ma na głowie, to wychodzi taki bucket list, że nic, tylko zakasać rękawy i do roboty.

A ludzie jeszcze sobie dokładają. Mało im, że kupić bułki, zapłacić czynsz i odebrać dziecko z przedszkola, to jeszcze muszą pojechać do Japonii, skoczyć ze spadochronem, przebiec maraton i nurkować na rafie. Zresztą zajrzyjcie sami na bucketlist.org i zobaczcie, jak szara i jałowa jest Wasza przyszłość, jeśli nie ma w niej miejsca na spotkanie z Gordonem Ramseyem, nazwanie gwiazdy własnym imieniem, skok z bungee czy szaloną noc w Vegas. No bo wiecie, podobno na łożu śmierci żałuje się potem każdego dnia niespędzonego na oglądaniu zaćmienia słońca, oddychaniu paryskim powietrzem czy śmiganiu na paralotni.

Jeśli z tonu mojej wypowiedzi przebija delikatna nutka sceptycyzmu, to dlatego, że widziałem kiedyś prawdziwą listę rzeczy, których ludzie najczęściej żałują, kiedy wiedzą, że koniec już bliski. Spisała ją niejaka Bronnie Ware, australijska pielęgniarka, zajmująca się przez lata osobami umierającymi. Lista wygląda tak i nie będę jej komentował:

1. Żałuję, że żyłem tak, jak oczekiwali ode mnie inni, a nie tak, jak sam chciałem.
2. Żałuję, że tak dużo pracowałem, a tak mało czasu spędzałem z bliskimi.
3. Żałuję, że nie miałem odwagi, żeby wyrażać swoje uczucia.
4. Żałuję, że straciłem kontakt z przyjaciółmi.
5. Żałuję, że nie pozwalałem sobie być szczęśliwszym.

I trochę w nawiązaniu do punktu piątego powstała moja kompostowniana WIADROLISTA. Lista planów czysto rozrywkowych, niepoważnych, właściwie to głupich nawet. Zero napinki, żadnego udowadniania sobie, na co mnie stać, żadnego gonienia za marzeniami, żadnych skomplikowanych przedsięwzięć i wielkich wyzwań. Po prostu coś na poprawę humoru.

Na razie ma tylko trzy pozycje, ale prawdopodobnie będzie się rozrastać. Nie obiecuje, że którekolwiek z wypisanych przedsięwzięć dojdzie do skutku, ale jeśli tak się stanie, to nie omieszkam zdać relacji.

PS. W menu dodałem też zakładkę DEBESTOF, dzięki której nowi kompostowniani goście szybko zorientują się, co tutaj dają, a ci bardziej zadomowieni mogą przypomnieć sobie stare hity.

Post Navigation

%d bloggers like this: