Pean na cześć foliowej torebki

Na fali tematów aktualnych przypomniał mi się ostatnio bardzo stary dowcip. Tak stary, że jeśli go rozumiesz, to miałeś zajebiste dzieciństwo.
Idzie on tak:

– Kiedy Olisadebe zostanie prawdziwym Polakiem?
– Kiedy przeprosi za Jedwabne.

Żart, jak to żart, jednych bawi, innych nie. Ale bardzo mi się podoba, że występują w nim czarnoskóry imigrant, prawdziwi Polacy, Żydzi i piłka nożna, czyli generalnie mieszanka budząca spore emocje, a mimo to nie wiadomo, kto się powinien poczuć urażony. Co oznacza, że urażony może poczuć się każdy, jeśli ma taką potrzebę.

Nieco mniej już mi się podoba, że żart ten jest jakoś tam nadal aktualny. Bo choć Olisadebe już ładnych parę lat temu wyjechał do, o ironio, Grecji, to temat imigrantów z Afryki jest dzisiaj gorętszy niż kiedykolwiek. A sprawę Jedwabego, dawno – wydawałoby się – już pogrzebaną, ostatnio raczył ekshumować obecny pan prezydent w debacie z byłym panem prezydentem. Można by zatem pomyśleć, że w tym kraju nic się nie zmienia i nigdy nie ruszymy z miejsca, ale to nieprawda, o czym zamierzam Was przekonywać za pomocą opisanej poniżej historii z własnego życia.

Otóż jadę sobie ostatnio do pracy na rowerze. Przez ładny park, gdyż życie mnie rozpieszcza. I mijam w tym parku klasyczną emerytkę dwupieskową. Pieski również klasyczne – 30 cm w kłębie, pyszczole wydłużone, ogonki zakręcone, rasa wieloowocowa, jeden czarniawy, drugi beżowawy. Znacie ten typ. Wabią się zwykle Czarna i Perła, gdyż ich właścicielki są w głębi duszy Jackami Sparrowami żeglującymi po oceanie wielkiej płyty ku studni oligoceńskiej, jakby tylko w niej można było znaleźć słodką wodę.

Mijam zatem to zacne towarzystwo i kątem oka dostrzegam, że Perełka nasrała właśnie na trawnik, a drugim kątem – że właścicielka nic sobie z tego nie robi i żegluje dalej. Zezłościłem się nieco, bo scena rozgrywała się tuż obok placu zabaw, na którym moje dzieci bywają, jeśli są akurat zdrowe. Daję więc po heblach, wyciągam z plecaka chusteczkę higieniczną i podjeżdżam do pani emerytki. Pytam, czy ta beżowawa jednostka drobnym kroczkiem sunąca przy krawężniku to z jej flotylli. Odpowiada, że tak, więc wręczam jej chusteczkę. Oczy jej się rozjaśniają, bo pomyślała chyba, że daję jej jakiś talon na psią karmę z domowym boczkiem albo zaproszenie na prelekcję “Witalny senior” połączoną z prezentacją bardzo fajnych garnków z pokrywkami. Ale rozkłada tę moją chusteczkę i widzi, że w środku nadal jest tylko chusteczka. A co ja mam z tym zrobić, pyta zdziwiona. Sprzątnąć psią kupę, odpowiadam. A ona spokojnie i bez złości mówi, że jej pies żadnej kupy teraz nie robił, więc to pewnie chodzi o tamtego (tu wskazuje na podobną emerytkę dwupieskową przepływającą nieopodal). Odpowiadam, również bez złości, bo pani z bliska okazała się całkiem sympatyczna, że widziałem jednakowoż wyraźnie, iż to Perełka właśnie zbezcześciła zieloną połać.

I w tym momencie pani mówi, że nie zauważyła widocznie, wyciąga własną torebkę foliową i bieży ku kupie. Aż mi się trochę głupio zrobiło, bo pewnie faktycznie nie zauważyła. W końcu pieski dwa, szybkobieżne, a wzrok już nie ten. Zapewniłem ją zatem o swoich dobrych intencjach, życzyłem miłego dnia i pojechałem dalej.

A ze mną pojechała refleksja. Kurde, przecież jeszcze parę lat temu najkulturalniejsi nawet ludzie na sugestię, żeby sprzątnąć kupę po swojej sobaczce zrobiliby wielkie oczy i/lub postukali się w głowę. A dzisiaj – proszę! Nawet pani emerytka dwupieskowa w wieku, wydawałoby się, niereformowalnym nosi ze sobą torebkę na psie ekskrementy i bez szemrania sprząta je. Na moich oczach udało się odpowiednimi kampaniami społecznymi zmienić zasady gry! I nie mówicie mi, proszę, że to kwestia wprowadzenia mandatów, bo mandaty są też za rzucanie kiepów na chodnik i jakoś nic z tego nie wynika. A nie wynika dlatego, że na kiepowanie dajemy przyzwolenie społeczne. A na sranie po trawnikach i chodnikach przyzwolenie właśnie się skończyło. Podobnie jak na bicie dzieci pasem i parę innych rzeczy.

Więc jeśli ktoś uważa, że w tym kraju nigdy nic się nie zmieni i że kampanie społeczne to tylko rzucanie grochem o ścianę, to jest chyba niewidomy (stosowna kampania społeczna ustrzegła mnie przed napisaniem “ślepy”). Choć oczywiście jeszcze długa droga przed nami, o czym świadczy chociażby to zdjęcie, które zrobiłem jakiś czas temu na bardzo kulturalnym placu, gdzie kościół, hipsterzy i tęcza.

kupa

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s