Jestem męski jak Volvo

Wiele lat temu przyjaciel, który ćwiczył się wówczas w trudnym zawodzie psychologa, zrobił mi test. Chyba byłem mu potrzebny jako grupa kontrolna do pracy zaliczeniowej, czy coś w tym stylu. Test miał zapewne jakąś mądrą nazwę, której dzisiaj nie pamiętam, ale generalnie chodziło o sprawdzenie, na ile mocno delikwent identyfikuje się z tradycyjnie pojmowaną męskością – im mniej zdobył punktów, tym identyfikuje się bardziej.

Ja dostałem 0 (słownie: zero).

Przyjaciel uznał, że takie rzeczy się nie zdarzają i pewnie musiał coś pomylić przy obliczaniu wyniku, a ja uznałem, że jestem po prostu normalnie zajebisty.

Od tego czasu używam określenia “zero na skali” do usprawiedliwiania różnych moich samczych cech i zachowań, jak np. nieopuszczanie deski sedesowej, nieokiełznana potrzeba samodzielnego wykonywania wszelkich napraw (szczególnie tych, które fachowiec zrobiłby szybciej, taniej i lepiej), wstręt przed pytaniem ludzi o drogę, nieufność w stosunku do wszystkich kosmetyków poza mydłem i pastą do zębów czy okazywanie żywego zainteresowania dowolnie głupią reklamą, jeśli tylko występująca w niej pani ma odpowiednio duże oczy. Nade wszystko jednak chwalę się tym moim zerem na skali wszystkim napotkanym osobom i właściwie aż dziw bierze, że na Kompostowni piszę o tym dopiero teraz.

No bo przecież każdy facet uwielbia myśleć o sobie, że jest bardzo męski. A przynajmniej ja uwielbiam. I w tym kontekście nieco zastanawiające jest, że właściwie nie bardzo wiadomo, czym ta męskość jest.

Państwo pozwolą, anegdota. Będąc młodymi biologami, a właściwie studentami biologii, siedzieliśmy sobie na ćwiczeniach z botaniki i przerysowywaliśmy spod mikroskopu gametofity. Młodzieży wyjaśniam, że gametofit to takie coś, o czym kiedyś wszyscy musieli się uczyć w ośmioletniej podstawówce, a potem jeszcze drugi raz w liceum, żeby dzisiaj zupełnie nie pamiętać, co to takiego lub ewentualnie mgliście kojarzyć, że miało to coś wspólnego ze sporofitem. Albo może z epifitem. W każdym razie nie z epitafium. I ci sami ludzie pomstują teraz na zmniejszenie zakresu materiału przerabianego w szkołach, jakby kucie słów, których znaczenia się nie rozumie albo szybko zapomina, było niezbędnym etapem rozwoju intelektualnego każdego młodego człowieka. Ale wróćmy do naszych zajęć z botaniki. Siedzimy, łypiemy w okular, rysujemy nieporadnie. W pewnym momencie jedna z koleżanek wstaje i powiada do prowadzącej: “Narysowałam już gametofit męski. Czy mogę dostać preparat z gametofitem damskim?”.

I ja trochę w tym duchu myślę o przymiotniku “męski”. Męska może być koszula, przebieralnia, czwórka wioślarska albo toaleta. Ale mężczyzna? Mężczyzna może być męski mniej więcej tak samo, jak kobieta może być damska. Zresztą, z etymologicznego punktu widzenia, który tak bardzo lubię, kobieta powinna być kobieca, a mężczyzna – mężny. Ale ponieważ na prawdziwe męstwo nie każdego stać, to o wiele łatwiej być męskim. Bo właściwie wystarczy się takim poczuć. Tak jak Volvo. Ani z niego taki wędrowiec-awanturnik jak Jeep, ani paker bez karku jak Hummer, ani szybki Bill jak Ferrari. Ale nie przeszkadza mu to dumnie wieźć na masce najbardziej męski ze wszystkich znaczków i na przekór wszystkim pławić się w błogim samozadowoleniu.

volvoChociaż strzałka (tzw. włócznia Marsa) w logo Volvo od kilkudziesięciu lat sukcesywnie się skraca, to przecież nie długość ma znaczenie.

Ścieżką wyznaczoną przez Volvo staram się kroczyć i ja. Na swoją męskość nie mam żadnych dowodów, może poza wspomnianym testem psychologicznym i faktem, że wąsy wyrosły mi jeszcze w podstawówce, ale czuję się męskim szalenie. Do tego stopnia, że wydałem ostatnio 20 zł, żeby przed samym sobą własną męskością się popisać.

Nabyłem mianowicie różowy T-shirt. Taki naprawdę różowy – level: ciuszki Dody, Pinky Pie, Świnka Peppa. Wyszedłem bowiem z założenia, że coś tak błahego jak kolor nie jest w stanie ująć mężczyźnie męskości i przeprowadziłem na sobie test. Wypadł on pomyślnie, bo choć córka wykrzyknęła któregoś ranka “Tata ubrał się jak pani!”, to potem narysowała mój portret, na którym wyraźnie uwypukliła drugorzędowe cechy płciowe. I na którym wyglądam po prostu like a boss.

pink_T-shirtMiędzy Clintem Eastwoodem a Tatą Świnką, czyli nowoczesny wzorzec męskości.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s