(kom)postownia

Posty rzucane na kupę

Archive for the month “March, 2016”

Kompucerz

Jennifer_LawrenceDo odwracania uwagi podobno najlepiej nadają się ładnie panie w ładnej odzieży, najlepiej czerwonej. Taka odwracaczka uwagi jest mi dziś bardzo potrzebna, bo próbuję właśnie zastosować tzw. technikę kanapki. Chodzi w niej o to, że między dwiema treściami przyjemnymi staramy się ukryć treść mniej przyjemną. Kolega Marcin tłumaczył mi to na przykładzie następującej wypowiedzi: “To niezwykle sympatyczny człowiek i choć straszliwie cuchnie mu z ust, to jest bardzo punktualny”.

W dzisiejszym wpisie będzie podobnie: zaczęliśmy od zdjęcia Jennifer Lawrence (apetyczny rumiany chlebek górny), dzięki czemu nawet nie zauważycie kolejnej odsłony moich rozważań językowych (będących, według niektórych, metaforyczną nadpsutą wędliną, zwiędłą sałatą i serem już w sumie pleśniowym), a na koniec pokażę fotki Brada Pitta i marszałka Józefa Piłsudskiego (w roli sycącego chleba spodniego). Słowem: zapowiada się wesoła i pożywna przygoda.

Ruszmy zatem, jak to mówi młodzież, tę wędlinę.

Otóż. Wielu ludzi marudzi, że za bardzo nam się w polszczyźnie panoszy angielszczyzna. Na przykład wtedy, kiedy robi się epicki fuckup w związku z deadline’em na case report, a ty akurat musisz ASAP do kibla i szukasz smartfona, bo tylko scrollowanie zapewnia ci płynne wypróżnianie.

Marudzić na angielskie wtręty oczywiście można, ale fakty są takie, że żywy język ciągle potrzebuje nowych słów, a ich naturalnym źródłem są inne języki. I tyle. Reszta to kwestia estetyki. Ja na przykład uwielbiam te wszystkie odniemieckie fukszwance, laubzegi i heble, choć oczywiście płatnica, piła kabłąkowa i strug to też piękne słowa. Kabłąkowa. Powtórzcie kilka razy, a usłyszycie, że nawet samo słowo się wygina.

Można też oczywiście iść w zaparte i wymyślać polskie odpowiedniki wszystkich nowych słów. Tyle, że potem często okazuje się, że nikt ich nie używa. No bo szczerze: w sklepie prosicie o smaczliwkę wdzięczną czy o awokado? Sadzicie w ogrodzie żywotniki czy tuje? Podłączacie sobie trasownik czy router? I tak dalej.

Dużo bardziej podoba mi się spolszczanie obcych słów. Kiedyś to była reguła. Z niemieckiego ‘ritter’ zrobiliśmy sobie polsko brzmiącego rycerza, turecki ‘kontos’ przerobiliśmy na kontusz, a łaciński ‘pater (noster)’ uczyniliśmy pacierzem. Bardzo by mi się podobało, gdybyśmy dzisiaj postępowali podobnie i gdybyście czytali właśnie moją pość napisaną na kompucerzu.

Dodać należy, że wielu naszych sąsiadów stosuje tę metodę całkiem na poważnie. Nie powstrzymują się nawet przed nadawaniem swojsko brzmiącej formy obcym nazwiskom czy nazwom geograficznym. Dla Łotysza pani ze zdjęcia powyżej to Dženifere Lorensa, Litwin doda, że urodziła się ona w Luisvilyje, Kentukyje, a Słowak powie, że “Oscara a Zlatý glóbus za najlepší ženský výkon získala Jennifer Lawrenceová”. Swoją drogą film, za który dostała te nagrody, nosi na Słowacji niezwykle intrygujący dla polskiego widza tytuł “Terapia láskou”.

I właściwie to tyle w dzisiejszym kąciku językowym. Na koniec, zgodnie z obietnicą, Juzefas Pilsudskis (Litwini nie mają “ó”) oraz Brad Pitt, znany czeskiej publiczności chociażby z kultowego filmu “Klub bitkárov”.

Pilsudski_Pitt

Makowiec

Wielka Sobota, siódma trzydzieści, początek tradycyjnej przedświątecznej geriaolimpiady. Emerytki i emeryci zmierzą się w takich dyscyplinach, jak stanie w deszczu w kolejce do piekarni, slalom po schab, pchnięcie wózkiem, siatkówka wypełniona zakupami, sięganie synchroniczne po, martwy ciąg baniakiem oligocenki oraz zapasy (wędlin i serów).

A pośród nich ja.

Stoję w mięsnym przy ladzie chłodniczej, szczerzą się do mnie balerony i golonki, a obsługuje mnie gość, którego bardzo lubię, ponieważ mimo młodego wieku szanuje wielowiekową tradycję dowcipasów z klientem. A ja uważam, że zwyczajowe drobne heheszki przy zakupach to rzecz niezbywalna. Gdyby nie one, należałoby chodzić wyłącznie do hipermarketów, bo taniej.
Kiedy zatem Młody Pan z Mięsnego pyta, czy to wszystko, wspinam się na wyżyny dowcipnej kreatywności i mówię, że jeśli nie ma makowca, to tak.

A on na to “Jest”.

I rzeczywiście był. W tym szalonym ponowoczesnym świecie niczego już nie można być pewnym.

A jak ostatnio poprosiłem żonę o kupno zapałek, to w żadnym kiosku nie mieli.

Post Navigation

%d bloggers like this: