Makowiec

Wielka Sobota, siódma trzydzieści, początek tradycyjnej przedświątecznej geriaolimpiady. Emerytki i emeryci zmierzą się w takich dyscyplinach, jak stanie w deszczu w kolejce do piekarni, slalom po schab, pchnięcie wózkiem, siatkówka wypełniona zakupami, sięganie synchroniczne po, martwy ciąg baniakiem oligocenki oraz zapasy (wędlin i serów).

A pośród nich ja.

Stoję w mięsnym przy ladzie chłodniczej, szczerzą się do mnie balerony i golonki, a obsługuje mnie gość, którego bardzo lubię, ponieważ mimo młodego wieku szanuje wielowiekową tradycję dowcipasów z klientem. A ja uważam, że zwyczajowe drobne heheszki przy zakupach to rzecz niezbywalna. Gdyby nie one, należałoby chodzić wyłącznie do hipermarketów, bo taniej.
Kiedy zatem Młody Pan z Mięsnego pyta, czy to wszystko, wspinam się na wyżyny dowcipnej kreatywności i mówię, że jeśli nie ma makowca, to tak.

A on na to “Jest”.

I rzeczywiście był. W tym szalonym ponowoczesnym świecie niczego już nie można być pewnym.

A jak ostatnio poprosiłem żonę o kupno zapałek, to w żadnym kiosku nie mieli.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s