Kompucerz

Jennifer_LawrenceDo odwracania uwagi podobno najlepiej nadają się ładnie panie w ładnej odzieży, najlepiej czerwonej. Taka odwracaczka uwagi jest mi dziś bardzo potrzebna, bo próbuję właśnie zastosować tzw. technikę kanapki. Chodzi w niej o to, że między dwiema treściami przyjemnymi staramy się ukryć treść mniej przyjemną. Kolega Marcin tłumaczył mi to na przykładzie następującej wypowiedzi: “To niezwykle sympatyczny człowiek i choć straszliwie cuchnie mu z ust, to jest bardzo punktualny”.

W dzisiejszym wpisie będzie podobnie: zaczęliśmy od zdjęcia Jennifer Lawrence (apetyczny rumiany chlebek górny), dzięki czemu nawet nie zauważycie kolejnej odsłony moich rozważań językowych (będących, według niektórych, metaforyczną nadpsutą wędliną, zwiędłą sałatą i serem już w sumie pleśniowym), a na koniec pokażę fotki Brada Pitta i marszałka Józefa Piłsudskiego (w roli sycącego chleba spodniego). Słowem: zapowiada się wesoła i pożywna przygoda.

Ruszmy zatem, jak to mówi młodzież, tę wędlinę.

Otóż. Wielu ludzi marudzi, że za bardzo nam się w polszczyźnie panoszy angielszczyzna. Na przykład wtedy, kiedy robi się epicki fuckup w związku z deadline’em na case report, a ty akurat musisz ASAP do kibla i szukasz smartfona, bo tylko scrollowanie zapewnia ci płynne wypróżnianie.

Marudzić na angielskie wtręty oczywiście można, ale fakty są takie, że żywy język ciągle potrzebuje nowych słów, a ich naturalnym źródłem są inne języki. I tyle. Reszta to kwestia estetyki. Ja na przykład uwielbiam te wszystkie odniemieckie fukszwance, laubzegi i heble, choć oczywiście płatnica, piła kabłąkowa i strug to też piękne słowa. Kabłąkowa. Powtórzcie kilka razy, a usłyszycie, że nawet samo słowo się wygina.

Można też oczywiście iść w zaparte i wymyślać polskie odpowiedniki wszystkich nowych słów. Tyle, że potem często okazuje się, że nikt ich nie używa. No bo szczerze: w sklepie prosicie o smaczliwkę wdzięczną czy o awokado? Sadzicie w ogrodzie żywotniki czy tuje? Podłączacie sobie trasownik czy router? I tak dalej.

Dużo bardziej podoba mi się spolszczanie obcych słów. Kiedyś to była reguła. Z niemieckiego ‘ritter’ zrobiliśmy sobie polsko brzmiącego rycerza, turecki ‘kontos’ przerobiliśmy na kontusz, a łaciński ‘pater (noster)’ uczyniliśmy pacierzem. Bardzo by mi się podobało, gdybyśmy dzisiaj postępowali podobnie i gdybyście czytali właśnie moją pość napisaną na kompucerzu.

Dodać należy, że wielu naszych sąsiadów stosuje tę metodę całkiem na poważnie. Nie powstrzymują się nawet przed nadawaniem swojsko brzmiącej formy obcym nazwiskom czy nazwom geograficznym. Dla Łotysza pani ze zdjęcia powyżej to Dženifere Lorensa, Litwin doda, że urodziła się ona w Luisvilyje, Kentukyje, a Słowak powie, że “Oscara a Zlatý glóbus za najlepší ženský výkon získala Jennifer Lawrenceová”. Swoją drogą film, za który dostała te nagrody, nosi na Słowacji niezwykle intrygujący dla polskiego widza tytuł “Terapia láskou”.

I właściwie to tyle w dzisiejszym kąciku językowym. Na koniec, zgodnie z obietnicą, Juzefas Pilsudskis (Litwini nie mają “ó”) oraz Brad Pitt, znany czeskiej publiczności chociażby z kultowego filmu “Klub bitkárov”.

Pilsudski_Pitt

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s