Biała kiełbasa, czerwone węgle

Henrique to mój wymyślony przyjaciel z Mozambiku. Jak sam mówi, uwielbia podróżować, bo pasjonują go odległe, egzotyczne kraje.
– Przecież ty już mieszkasz w odległym i egzotycznym kraju – dziwię się. – To po co masz jeszcze gdziekolwiek jeździć?
Henrique nie daje się sprowokować.
– Zaproś mnie lepiej do Polski – mówi. – Dużo czytałem o waszej kuchni. Podobno w każdej knajpie można dostać bigos, kaszankę i wpierdol. Nie wiem, co to, ale brzmi smakowicie.
– No dobra – przystaję ochoczo. – To pakuj się i przyjeżdżaj na majówkę. Żadnego wpierdolu nie będzie, za to mnóstwo kaszanki z grilla. Zobaczysz, spodoba ci się.

2 maja
Zbieg ul. 1 Maja i ul. 3 Maja w Elblągu.

W sobotę odbieram Henrique’a z lotniska.
– Piździ – zauważa lakonicznie. Henrique bardzo szybko przyswaja polskie słowa.
Rzeczywiście, jest dość chłodno. Maszerujemy ulicami egzotycznego miasta Warszawa po kaszankę, karkówkę i piwo. Do Lidla, bo mój gość stanowczo odmawia odwiedzania Biedronki.
– My, Mozambikańczycy jesteśmy szczególnie wrażliwi na wyzysk ludu pracującego przez portugalskich najeźdźców – wyjaśnia.
Na ulicach pusto. Mimo że pogoda umiarkowanie grillowa, kto mógł, uciekł już z miasta. Tylko biało-czerwone flagi łopoczą.
– Przecież pierwszy maja dopiero jutro? – dziwi się Henrique. Lud pracujący Mozambiku obchodzi święto pracy w tym samym terminie, co my.
Tłumaczę, że flagi powiewają zasadniczo przez cały długi weekend. W tym roku ludzie wywiesili je przed wyjazdem, w piątek lub w sobotę. I flagi połopoczą sobie teraz przez Święto Pracy, Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej i Święto Narodowe Trzeciego Maja. Tak hurtem.
– Dzień Flagi? – zaciekawia się mozambikański miłośnik egzotyki.
– No tak, skoro nikomu się nie chce zdejmować flag na drugiego maja, tylko po to, żeby je znowu powiesić na trzeciego, to rozsądnie było zagospodarować jakoś ten dodatkowy oflagowany dzień.
Henrique jest pod wrażeniem wysokiego poziomu optymalizacji wyrażania uczuć patriotycznych w Polsce.
– No dobra, ale co poza tym robicie w ten Dzień Flagi? – pyta.
Grilla, mam ochotę odpowiedzieć, ale gryzę się w język.

kaszanka
W Polsce patriotyzm i wyroby garmażeryjne od wieków są ze sobą nierozerwalnie związane.

Pytanie powraca, kiedy w poniedziałek, czyli w rzeczony Dzień Flagi, siedzimy na plastikowych krzesełkach obok skwierczącego mięsiwa. Henrique ewidentnie poświętowałby polskie święto. Tylko jak? Chyłkiem wyciągam telefon i szukam pomocy u Gugla. Gugiel podpowiada, że polska flaga pionowo, polska flaga allegro, flaga Polski sklep, flaga Polski w kupie, flaga Polski kolorowanka. Z zestawu wybieram kolorowankę.
– Zobacz, Heniu – mówię. – Tu masz taką edukacyjną kolorowankę. Można ją z okazji Dnia Flagi dać dzieciom.
I pokazuję mu pierwszą z brzegu, czyli tę. Henrique ze śmiechu wypuszcza łomżę nosem.
– To jest najmniej efektowna kolorowanka świata! – wykrzykuje. – Błagam, wydrukuj mi to, zabiorę do domu!
Mądrala. Flaga Mozambiku, ze swoją gwiazdą, książką, motyką i kałasznikowem, na pewno jest ciekawsza do kolorowania. Ale rzeczywiście: naszą twórcy kolorowanki mogliby chociaż narysować powiewającą na maszcie. Albo w wersji z orłem białym.

Dla zatarcia nieprzyjemnego wrażenia estetycznego puszczam Henrique’owi spot nakręcony przez TVP z okazji Dnia Flagi RP.
– Ładne – komentuje, pogryzając kaszankę. – Tylko dlaczego z okazji święta flagi puszczacie film, na którym ktoś tę flagę drze i depcze?
Próbuję mu wyjaśnić, że to nie żaden “ktoś”, tylko Niemiec, co go Wanda nie chciała,  Krzyżak przebrzydły i Bruner, ty świnio, ale narracja trochę mi się rozjeżdża, kiedy dochodzę do dnia dzisiejszego, naszego sojuszu w ramach NATO i dobrych stosunków, które chcielibyśmy pielęgnować. Zgrabnie zmieniam więc temat i raczę mojego gościa zabawną historią o Marku Raczkowskim, polskich flagach i psich kupach.
– To wyjaśnij mi jedno – Henrique sięga po kiszonego ogóreczka. – Jak to jest, że wszyscy tak się pilnujecie, żeby nie znieważać polskiej flagi, a ze znieważania Polaków uczyniliście niemal sport narodowy?
– Że co? – dziwię się szczerze.
– Cały czas słyszę tylko od was, jacy to Polacy są beznadziejni.
– No, bez przesady – protestuję. – Ode mnie też?
– A przypomnij mi, jak była pointa tego żartu, z który mi opowiadałeś wczoraj? – drąży Henrique. – O tym, jak paralotniarz uderza w Pałac Kultury?
– “Jaki kraj, tacy terroryści” – mówię z uśmiechem, bo to śmieszny żart jest.
– No, właśnie. Co to w ogóle znaczy? Czyli jaki niby jest ten kraj?
– Eee… No…
– Powiem ci coś, chłopie – Henrique unosi w górę kiełbaskę o smaku kebaba. – Trochę już pojeździłem po Europie, ale nigdzie nie słyszałem, żeby o Polakach mówiono tak źle, jak w Polsce. Że złodzieje, pijacy, awanturnicy, hipokryci, ciemnogród, machanie szabelką, zacofanie, lenistwo i kombinowanie.
– No wiesz – próbuję oponować. – To chyba zdrowo jest mieć trochę samokrytycyzmu?
– Jakiego samokrytycyzmu?! – mój rozmówca gniewnie potrząsa ketchupem, próbując wycisnąć smętną resztkę. – Samokrytycyzm jest wtedy, jak krytykujesz siebie. A ty krytykujesz innych. No bo co, jesteś pijakiem?
– Nie…
– Złodziejem? Leniem?
– Chyba nie…
– Ciemnogrodzianinem?
– Nie, ale…
– To nie pierdol. – ucina Henrique i dodaje pod nosem. – Nowoczesny patriotyzm, kurwa…
A widząc, że zaniemówiłem, płynnie zmienia temat.
– Zajebiste te wasze ogóreczki. Spakuj mi na drogę.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s