(kom)postownia

Posty rzucane na kupę

Archive for the month “June, 2016”

Dlaczego warto być poganinem w 2016 r.

W związku z nadchodzącym Świętem Letniego Przesilenia, tradycyjnie poddaję temat pod rozwagę. W tym roku aż:

18 POWODÓW, DLA KTÓRYCH WARTO BYĆ POGANINEM*

1. Nie musisz ciągle wysłuchiwać od ateistów, że wierzysz w coś, co nie istnieje. Czcisz Słońce. Jak ktoś ma wątpliwości, czy Ono istnieje, to pokazujesz palcem. Richard Dawkins może ci naskoczyć.

2. Matka Natura nie ma ci za złe, gdy gapisz się na tyłki płci przeciwnej. Wręcz przeciwnie, cieszy się, że doceniasz, że tak ładnie jej wyszły.

3. Bardzo szybko uczysz się dystansu do tego, co ludzie mówią o twojej wierze. No bo jak powiesz, że świętujesz pełnię Księżyca, to wiadomo, że będą się śmiali. I oczywiście przechodzisz nad tym do porządku dziennego, zamiast pielęgnować urazę swoich uczuć religijnych.

4. Nie masz jednej księgi z odpowiedziami na fundamentalne pytania, więc szukasz w wielu różnych. Koniec końców, pewnie i tak nie znajdziesz, ale jaki będziesz oczytany!

5. Nie zdarzyło się jeszcze, żeby święte drzewo wyrosło w kształt bazyliki w Licheniu.

6. Zagadnienia teologiczne stają się znacznie bliższe życiu, kiedy w twojej religii Matka jest symbolem płodności, a nie dziewictwa.

7. Politycy i publicyści nie wycierają sobie gęby imionami twoich bogów. A nawet gdyby chcieli, to nie umieliby ich wymówić.

8. Nikt za bardzo nie wie, po czyjej jesteś stronie w sporach antyklerykałów z Kościołem, oświeceniowych racjonalistów z religijnymi fundamentalistami, moherów z lewakami itp., więc każdy może z tobą porozmawiać jak człowiek z człowiekiem. A że i tak zdarza się to rzadko, to już inna rzecz.

9. Wolno ci jeść wszystko, pod warunkiem, że nie będziesz się czuł pokrzywdzony, jeśli w końcu coś zeżre ciebie.

10. Twoi bogowie nie wypierają się tego, że stworzyli ludzi takimi, jakimi są. Na przykład gejami. Pewnie nawet gdzieś tam w Panteonie jest jakiś osobny bóg specjalnie dla nich, bo dlaczego by nie? I na pewno wygląda bo-sko!

11. W szkołach i urzędach krzyże na ścianach pojawiają się i znikają, ale pogańskie paprotki na parapetach, symbolizujące odwieczną siłę Natury, trwają niezmiennie.

12. Składanie ofiar rzeczowych ma więcej sensu, kiedy czcisz święte zwierzęta. Głodnej wiewiórce sprawisz więcej radości orzeszkiem niż obrazowi Matki Boskiej kolejnym złotym wisiorkiem.

13. Jedyny ojciec, którego czcisz, to twój własny. Co prawda nie był pewnie nieskończoną miłością, ale za to widywałeś go nie tylko w wizjach i prawdopodobnie nie groził ci skazaniem na wiekuiste męki za nieposłuszeństwo ani nie wyrzucił z domu za podjadanie jabłek z sadu.

14. Rozumiesz, że nie jesteś duszą uwięzioną w ciele, tylko tym właśnie, cudownie skonstruowanym, ciałem. Fajnie jest nie czuć się uwięzionym, prawda?

15. Na tacę kładziesz filiżankę.

16. Nie wierzysz w te bzdury, jakoby dobra karma wracała. Na podstawie wieloletnich obserwacji swojego zwierzęcia totemicznego (na przykład kota) wiesz, że dobra karma to taka, która po spożyciu nie wraca i nadaje sierści jedwabisty połysk.

17. Niebo masz zawsze nad głową, a nie w abstrakcyjnej i niepewnej przyszłości.

18. W twojej politeistycznej wizji świata jest miejsce dla każdego boga, którego przyniesie ze sobą napotkany człowiek.

_____________
*Zeszłoroczny post zachwalający praktyczne zalety pogaństwa stał się (ku mojemu szczeremu zaskoczeniu) tak popularny, że trafił również do osób biegłych w temacie. Osoby te lepiej niż ja wiedziały, o czym chciałem napisać, więc poprawiały, że nie “poganin” tylko “rodzimowierca”. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że rodzimowierstwo w naszych czasach polega na rekonstruowaniu domniemanych przedchrześcijańskich  wierzeń i praktyk religijnych swoich domniemanych przodków. Co jest bajką interesującą i godną szacunku, ale zupełnie nie moją. Choć z drugiej strony rozumiem, że wspominając o Nocy Kupały i postrzyżynach, mogłem czytelnika wprowadzić w błąd (dlatego w tegorocznej wersji usunąłem te fragmenty).

Ja natomiast używam słowa “pogaństwo” (z braku lepszego) na określenie takiego najbardziej pierwotnego i uniwersalnego (w moim wyobrażeniu) kultu Natury, której nierozerwalną część stanowił człowiek. Myślę, że to mogło być bardzo miłe, tak po prostu czcić Słońce, które daje światło i ciepło, rzekę pełną życiodajnej wody, cud narodzin, pamięć przodków, następstwo pór roku i tak dalej. Bez przesadnej nadbudowy teologiczno-mitologicznej, nadając tylko symboliczne imiona Matce Ziemi, Piorunowi, Słońcu i innym bytom szalenie w tamtych czasach ważnym, a dziś ledwo zauważanym przez okno.

Podoba mi się też spotykane dawniej tu i ówdzie wyobrażenie, że wszystko ma własnego boga: każde drzewo, rzeka, góra, miasto, naród. I to, że jeśli ktoś miał i czcił swoje bóstwo, to niekoniecznie odbierał prawo istnienia bogom cudzym. Na przykład w Księdze Wyjścia napisano: “Pan jest większy niż wszyscy inni bogowie”. Czyli nasz Tata jest silniejszy niż wasz tata. I tyle. Nawet żadnego nawracania nie było, bo to przecież bogowie wybierali narody, a nie ludzie bogów.

Chyba podoba mi się idea świata bez nawracania. Ten wpis też raczej ma za zadanie  Czytelnika rozbawić, niż do czegokolwiek przekonać. Bo jeśli przytoczone powyżej argumenty do Czytelnika trafiają, to znaczy, że w głębi serca był on poganinem jeszcze zanim zaczął czytać 😉

Rowerem, z selerem

Poniższa historia brzmi nieprawdopodobnie. W dużej mierze dlatego, że jest zmyślona. Ale – jak to mówią – w każdej bajce jest ziarno amarantusa.

Zielony rowerek zaczął migać i zgasł, a w jego miejsce zapalił się czerwony. Pieszczotliwie nacisnąłem klamkę hamulca i przystanąłem tuż za beżową i bardzo stylową damką typu miejskiego, dosiadaną przez niewiastę. Ponieważ zarówno rower, jak i niewiasta byli zupełnie nieinteresujący wizualnie, skupiłem się na wiszącym u kierownicy damki koszyku pełnym różnych niskokalorycznych naci.
– Zdrowo się odżywiam – powiedziała niewiasta. Albo tylko mi się wydawało, że powiedziała. Od gapienia się w seler różne rzeczy mogą się człowiekowi przywidzieć i przysłyszeć.
– Gratuluję. – pogratulowałem, na wszelki wypadek tylko w myślach. – A dlaczego mi Pani o tym mówi?
– No bo może sam by się Pan nie domyślił.
Rzeczywiście, nie wyglądała jakoś zauważalnie zdrowiej niż ludzie dookoła, więc w sumie takie dopowiedzenie wydawało się na miejscu. Nie wiedząc, jak to skomentować, milczałem.
– Bieganie znakomicie poprawia mi samopoczucie i piorę w orzechach. – spróbowała wypełnić krępującą ciszę moja rozmówczyni. Najwyraźniej oczekiwała ode mnie włączenia się w rozmowę. Poszukałem w głowie jakiegoś wspólnego dla nas obojga mianownika.
– Od chodzenia boso mam zawsze czarne stopy, a mydła używam tylko w pięciu strefach na ciele. – wyznałem. A widząc lekkie obrzydzenie w oczach niewiasty dodałem szybko. – Stopy są jedną z nich.
Obrzydzenie nie ustępowało.
– Moim wzorcem męskiego szyku jest Leonadro DiCaprio. – rozpaczliwie próbowałem się tłumaczyć. – W “Zjawie”.
– Nie mam telewizora. – odparła nie bez dumy.
– To i tak jeszcze nie leciało w telewizji. – zauważyłem.
– Wiem. Ale to była dobra okazja, żeby powiedzieć, że nie mam telewizora.
W tym momencie z odsieczą przyszła mi sygnalizacja świetlna, przywracając radosny zielony rowerek. Niewiasta przede mną nadal jednak stała w miejscu, mocując się ze swoim Endomondo na smartfonie.
– Zielone. – ponagliłem ją grzecznie.
– Jarmuż. – odparła bez namysłu.
– Słucham? – zdziwiłem się.
– A, przepraszam, myślałem, że gramy w skojarzenia! – roześmiała się nieszczerze i odjechała, machając mi na pożegnanie przypiętym do torby znaczkiem “Nie jem moich przyjaciół”.

A ja pomyślałem, że to jednak trochę brzmi jak groźba pod adresem nieprzyjaciół.

 

NIE_JEM_PRZYJACIOL

Post Navigation

%d bloggers like this: