(kom)postownia

Posty rzucane na kupę

Archive for the month “September, 2016”

Ogłoszenie

Artykuły z “Internetowego Merkuriusza Stegien-Północ”, które zacząłem udostępniać na swoim prywatnym profilu na Facebooku, podobają mi się tak bardzo, że postanowiłem podzielić się nimi z szerszym gronem odbiorców. Od dzisiaj “Merkuriusza” będzie można czytać również na facebookowym profilu Kompostowni. Kto jeszcze nie polajkował, ten trąba.

Czemu nie śpię

Miałem kiedyś jako zdjęcie w tle na FB ustawioną grafikę z napisem “Droga trzecio nad ranem, musimy przestać widywać się w ten sposób. Zdecydowanie wolałbym z tobą sypiać”. Ale oczywiście na deklaracjach się skończyło i nadal zbyt często widujemy się przy biurku. Na przykład w ciągu ostatnich paru lat tylko raz się zdarzyło, żeby komputer przestawił się z czasu zimowego na letni (albo z powrotem) pod moją nieobecność.
Lubię myśleć, że to dlatego, że w dzień jestem ojcem, a w nocy freelancerem. Ale to w najlepszym wypadku tylko część prawdy. Pozostałą część dobrze ilustruje poniższa historia.
Noc ciemna, noc głucha, ewidentnie pora spać. Niechętnie wstaję od komputera i zaczynam dreptać w stronę łazienki. Wpół dreptu kątem oka dostrzegam dziwne błyski w oddali za oknem. Dziwne, bo nieregularne. Raz dłuższe, raz krótsze, z większymi lub mniejszymi przerwami pomiędzy. Zupełnie jakby ktoś nadawał morsem. Błyska się w jednym z okien bloku oddalonego o jakieś 300 m, więc szczegółów nie widać. (Nasze osiedle zbudowano w latach 70., kiedy królowała inna filozofia zagospodarowania przestrzennego, dzięki czemu z okna można sięgnąć wzrokiem dalej niż o rzut słoikiem). Wyciągam tedy lornetkę, którą przezornie zawsze trzymam w szufladzie biurka i, z braku atrakcyjnych sąsiadek przebierających się przy zapalonym świetle, używam do oglądania wron. Ogniskuję soczewki na migającym punkcie i ustalam niezbicie, że to zepsuta świetlówka.
No i OK. Świetlówka się zepsuła i nadaje morsem. Przypuszczam, że większość w miarę normalnych osób idzie w tym momencie umyć zęby i spać. Bo te całkiem normalne to śpią już od 3 godzin.
Ale, kurwa, nie ja. Ja wyciągam tabelę kodu i sprawdzam, co ta świetlówka nadaje. Powtórzmy to sobie jeszcze raz: wiem, że to świetlówka, wiem, że nie nadaje nic, ale i tak, zamiast iść spać, sprawdzam. Jeśli kogoś interesuje wynik, to komunikuję, że wiadomość nie miała żadnego sensu i była w niej nadużywana litera “T”.
Przed snem nagrywam jeszcze telefonem film dokumentalny, który zamieszczam poniżej. Nie zarejestrowały się na nim krótsze rozbłyski świetlówki (w centrum kadru), ale za to pojawiają się inne ładne efekty wizualne w postaci zapalających się i gasnących rzędów świateł po bokach (to okna klatek schodowych zasłaniane i odsłaniane przez poruszane wiatrem gałęzie).
I sumie film ten byłby swego rodzaju pomnikiem mojej żenującej walki z własnym cyklem okołodobowym, gdyby nie to, że podłożyłem pod niego muzykę. Z dobrą muzyką wszystko wydaje się wspaniałą przygodą i wzbogacającym duchowo nocnym przeżyciem.



PS. Na potrzeby tego posta zostałem jutuberem i dumam, jak to w przyszłości wykorzystać ku Waszej i mojej uciesze.

Dzidzia

– Mam prawo nienawidzić, kogo chcę. – oświadczył z dumą koleś w nocnym, kiedy młody człowiek z dredami przepasanymi niebieską chustką grzecznie zwrócił mu uwagę, że piosenka “Jebać brudasa / jebać rastafarianina / w niebieskiej chusteczce / chodzi dziewczyna” jest dla niego jednak trochę obraźliwa. I wcale nie był, ten nienawidzący, taki znów młody, tak bardzo pijany ani taki łysy, jak można by przypuszczać na podstawie samego opisu zdarzenia. Suchy opis nie odda też tonu, którym to powiedział. Brzmiało to jak “mój dziadek zginął w powstaniu, żeby dzisiaj każdy mógł nienawidzić, kogo chce!”.

Dla równowagi: rozkosz językowa na naszym placu zabaw dzięki rodzicielstwu multi-kulti. Śródziemnomorski ojciec łamaną polszczyzną udziela córce informacji zwrotnej, że psieciesz mogla zrobicz dzidzi ksziwde! A wobec jej oporów poznawczych, daje się nieco ponieść emocjom i przechodzi na język ojczysty, uświadamiając dziecku, że kabahatakrampateha dzidzia! Gehdekrhabohekhera dzidzia karakhoutroke! Dzidzia mukurukatakaturokhumuserkh!
I fantazjuję, że może on kiedyś zabierze córkę na wakacje do środziemnomorskich dziadków i przywiezie śródziemnomorskiemu krajowi polskie słowo, którego najwyraźniej tam brakuje. Bo odpowiednik słowa “jebać” to na pewno mają.

Post Navigation

%d bloggers like this: