(kom)postownia

Posty rzucane na kupę

Archive for the category “jestę jutuberę”

Czemu nie śpię

Miałem kiedyś jako zdjęcie w tle na FB ustawioną grafikę z napisem “Droga trzecio nad ranem, musimy przestać widywać się w ten sposób. Zdecydowanie wolałbym z tobą sypiać”. Ale oczywiście na deklaracjach się skończyło i nadal zbyt często widujemy się przy biurku. Na przykład w ciągu ostatnich paru lat tylko raz się zdarzyło, żeby komputer przestawił się z czasu zimowego na letni (albo z powrotem) pod moją nieobecność.
Lubię myśleć, że to dlatego, że w dzień jestem ojcem, a w nocy freelancerem. Ale to w najlepszym wypadku tylko część prawdy. Pozostałą część dobrze ilustruje poniższa historia.
Noc ciemna, noc głucha, ewidentnie pora spać. Niechętnie wstaję od komputera i zaczynam dreptać w stronę łazienki. Wpół dreptu kątem oka dostrzegam dziwne błyski w oddali za oknem. Dziwne, bo nieregularne. Raz dłuższe, raz krótsze, z większymi lub mniejszymi przerwami pomiędzy. Zupełnie jakby ktoś nadawał morsem. Błyska się w jednym z okien bloku oddalonego o jakieś 300 m, więc szczegółów nie widać. (Nasze osiedle zbudowano w latach 70., kiedy królowała inna filozofia zagospodarowania przestrzennego, dzięki czemu z okna można sięgnąć wzrokiem dalej niż o rzut słoikiem). Wyciągam tedy lornetkę, którą przezornie zawsze trzymam w szufladzie biurka i, z braku atrakcyjnych sąsiadek przebierających się przy zapalonym świetle, używam do oglądania wron. Ogniskuję soczewki na migającym punkcie i ustalam niezbicie, że to zepsuta świetlówka.
No i OK. Świetlówka się zepsuła i nadaje morsem. Przypuszczam, że większość w miarę normalnych osób idzie w tym momencie umyć zęby i spać. Bo te całkiem normalne to śpią już od 3 godzin.
Ale, kurwa, nie ja. Ja wyciągam tabelę kodu i sprawdzam, co ta świetlówka nadaje. Powtórzmy to sobie jeszcze raz: wiem, że to świetlówka, wiem, że nie nadaje nic, ale i tak, zamiast iść spać, sprawdzam. Jeśli kogoś interesuje wynik, to komunikuję, że wiadomość nie miała żadnego sensu i była w niej nadużywana litera “T”.
Przed snem nagrywam jeszcze telefonem film dokumentalny, który zamieszczam poniżej. Nie zarejestrowały się na nim krótsze rozbłyski świetlówki (w centrum kadru), ale za to pojawiają się inne ładne efekty wizualne w postaci zapalających się i gasnących rzędów świateł po bokach (to okna klatek schodowych zasłaniane i odsłaniane przez poruszane wiatrem gałęzie).
I sumie film ten byłby swego rodzaju pomnikiem mojej żenującej walki z własnym cyklem okołodobowym, gdyby nie to, że podłożyłem pod niego muzykę. Z dobrą muzyką wszystko wydaje się wspaniałą przygodą i wzbogacającym duchowo nocnym przeżyciem.



PS. Na potrzeby tego posta zostałem jutuberem i dumam, jak to w przyszłości wykorzystać ku Waszej i mojej uciesze.

Post Navigation

%d bloggers like this: